Skip to main content

Współzałożyciel CD Projektu: „Nie potępiam piractwa”

Wywiad z Marcinem Iwińskim w książce dziennikarzy Gazety Wyborczej.

W wydanej w ubiegłym tygodniu książce „Łowcy milionów. Dekalog przedsiębiorcy” dziennikarze Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski rozmawiają ze zwycięzcami konkursu Ernst&Young Przedsiębiorca Roku. Jednym z rozmówców jest Marcin Iwiński, który na początku lat 90., wspólnie z Michałem Kicińskim, założył firmę CD Projekt. Iwiński opowiada m.in. o piractwie i o tym, dlaczego nie korzysta z Facebooka. Jest też przekonany, że konsole nie są przyszłością rynku gier wideo.

- Facebooka nie używam, bo narusza prywatność i miesza kontakty biznesowe z prywatnymi - odpowiada na pytanie dziennikarzy Marcin Iwiński. - Jak to panowie sobie wyobrażają - mam profil na Facebooku, człowiek, z którym robię interesy, chce dołączyć do moich „przyjaciół”, a ja mu odmawiam, bo nie chcę się z nim dzielić moimi prywatnymi zdjęciami? Obrazi się.

Iwiński korzysta wyłącznie z serwisu LinkedIn.

- Pan potępia piractwo? - pytają dziennikarze Gazety Wyborczej.

- Bardzo trudne pytanie. Nie potępiam - odpowiada. - Kurczę, jest strasznie cienka granica, bo zaraz pojawi się pytanie, czy wobec tego potępiam kradzież. Ludzie, którzy piratują gry, nie kupili ich z jakiegoś konkretnego powodu. Staramy się te powody na co dzień eliminować. I tych ludzi, których stać na kupno gry, zachęcać do tego, jak tylko potrafimy.

- Metodą jest marchewka, jak największa wartość dodana, czyli te książki, mapy, a nie kij, czyli pogrożenie palcem i powiedzenie: ty zły piracie. Pirat to jest nie do końca dobrze obsłużony klient - kontynuuje. - Jak powiedziałem jakiś czas temu w wywiadzie dla PC Gamera, czyli największej PC-owej gazecie o grach w USA, że szacuję, iż ok. 4,5 mln osób na świecie spiraciło Wiedźmina 2, zrobił się w sieci szum, że hej. Oczywiście jest to estymacja, mogło być to 5 mln, mogło 7 mln, mogło 10 mln. Chodziło o podanie jakiejś przybliżonej liczby.

- Pytanie: co jednak z tego? Część z tych ludzi, którzy ściągnęli piracką kopię, na pewno kupi Wiedźmina 2, bo im się ta gra spodoba. Nie wiem, jaki to będzie procent, i nie wiem, w jakiej cenie kupią tego Wiedźmina 2. Na forach internetowych pod naszymi grami jest bardzo dużo wypowiedzi w stylu: Spiraciłem Wiedźmina, ale jak był po 15 dolarów, to go kupiłem. Bo uważam, że warto.

- Części z tych osób jednak na to nie stać. Ale jeśli będziemy pozytywnie do tych ludzi podchodzić, to oni w pewnym momencie tę grę kupią - uważa Iwiński.

„Ludzie, którzy piratują gry, nie kupili ich z jakiegoś konkretnego powodu.”

Studio CD Projekt RED pracuje obecnie nad grą Cyberpunk 2077 oraz prawdopodobnie Wiedźminem 3 (gra nie została jeszcze oficjalnie zapowiedziana)

Współzałożyciel CD Projektu omawia również kwestią zabezpieczeń gier, które dystrybuowane są cyfrowo. Uważa, że tego typu zabezpieczenia po prostu nie działają i jest to „sfera branżowej fikcji”.

- Kiedy GOG powstawał, wszystkie firmy mówiły, że DRM jest standardem. Ale teraz mamy już u siebie większość dużych wydawców. Coś się zmieniło. Świat poszedł naprzód. Ale do wszystkiego ludzie mogą dojrzeć - mówi. - Teraz wchodzimy w nowsze gry. I firmy mówią: ale nowe gry to musimy zabezpieczyć, bo nam je ukradną. Nie ukradną, bo już są pirackie kopie w sieci w dniu premiery.

Marcin Iwiński ciekawie wypowiada się również na temat klimatu wokół wydawców i producentów gier. Wszelkie negatywne wiadomości, choćby takie, że dana firma postępuje nie fair z graczami, szybko rozchodzą się w Internecie z wielokrotnioną siłą.

- Kilka miesięcy temu na przykład najbardziej znienawidzoną firmą w głosowaniu internautów został Electronic Arts. Proszę sprawdzić w sieci, wygrali nawet z Bank of America - zauważa.

GOG.com zdobył rzeszę miłośników gier na całym świecie, głównie dzięki niemalże „ideowej” walce z zabezpieczeniami gier cyfrowych typu DRM

„Obecna generacja konsol jest już trochę stara i pecety dają znacznie większe możliwości.”

- Na czym będziemy grali w przyszłości? - dopytują dziennikarze. - Na konsolach?

- Nie sądzę - odpowiada Iwiński. - Obecna generacja konsol jest już trochę stara i pecety dają znacznie większe możliwości. Jeśli odpalamy grę zoptymalizowaną na nowego peceta i tę samą grę na konsoli, to ten pecet jest circa dziesięć razy mocniejszy.

- Zrobiliśmy wersję Wiedźmina na Xboksa 360, wyciągając z niego naprawdę maksimum możliwości. Siedzieliśmy nad tym rok - i gra wygląda świetnie, ale to nadal średnie ustawienia na pececie. Z każdym kwartałem ta różnica się pogłębia. To jest pierwszy problem. Ale mniejszy.

A ten większy? - dociekają Miączyński i Kostrzewski.

- To, że zmieniły się tendencje rynkowe. Jeszcze niedawno pecety były strasznie be. Wszyscy chcieli kupować konsole, bo w pecetach były problemy z konfiguracją, kompatybilnością - wiadomo, każda maszyna jest inna, a większość domowych PC-ów to domowe składaki - odpowiada. - Ale nagle się okazało, że tych pecetów jest ciągle dużo więcej niż konsol. Że konsole to systemy zamknięte. Użytkownik Playstation nie zagra sobie na grach z XBoxa i na odwrót, bo Sony i Microsoft nigdy się na to nie zgodzą.

- Oczywiście nowa generacja konsol Sony i Microsoftu się pojawi i jak twierdzą media branżowe, prawdopodobnie w przyszłym roku. Oczywiście będą bardzo fajne i zapewne mocne jak najnowsze pecety. Branża zadaje sobie jednak pytanie, czy gracz, mając możliwość grania w przeglądarce, na swoim iPadzie, pececie, Xboksie 360 czy PS3, pójdzie po nową konsolę i na dodatek będzie wracał do sklepu po gry za 60 dolarów? Czy może zagra w jakąś grę typu free to play na peceta i te 60 dolarów wyda w ciągu miesiąca w trakcie grania? To już nie jest wybór: pecet czy konsola. Chodzi raczej o odpowiedź na pytanie, gdzie ludzie chcą konsumować elektroniczną rozrywkę i w jaki sposób - mówi Iwiński.

- Moim zdaniem niedługo nie będziemy rozmawiali o platformie, ale tylko i wyłącznie o tym, czy ta gra jest dobra, czy nie - dodaje.

Dzięki, Gamezilla

Zobacz także